Wiceministra zdrowia Katarzyna Kęcka przedstawiła w Sejmie najnowsze dane dotyczące sytuacji oddziałów położniczo-ginekologicznych oraz wdrażania nowych świadczeń okołoporodowych. Z informacji zaprezentowanych 12 lutego 2026 r. wynika, że mimo obowiązującego od 31 stycznia rozporządzenia umożliwiającego tworzenie tzw. izb porodowych, do resortu nie wpłynął ani jeden wniosek szpitala. Jednocześnie z każdym rokiem rośnie liczba zamkniętych lub zawieszonych oddziałów.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Jakie dane dotyczące zamknięć oddziałów położniczo-ginekologicznych przedstawiło Ministerstwo Zdrowia.
- Dlaczego mimo nowych przepisów nie zgłoszono ani jednego wniosku o utworzenie izby porodowej.
- Jak wygląda sytuacja pacjentek w powiatach pozbawionych porodówek, na przykładzie Bieszczad.
- Jakie trendy obserwuje się w wyborze miejsca porodu przez kobiety.
Nowe świadczenie, z którego nikt nie korzysta
Kęcka odpowiadała na cztery pytania posła Bartosza Romowicza (Polska2050), dotyczące organizacji opieki okołoporodowej i efektywności wprowadzonego rozwiązania. Podkreśliła, że mimo możliwości tworzenia izb porodowych, żaden podmiot nie zgłosił chęci realizowania świadczeń opieki nad kobietą w ciąży i rodzącą prowadzonej przez położną.
– Do dnia dzisiejszego nie ma w systemie żadnego świadczeniodawcy, który zdecydowałby się na to rozwiązanie. Żaden wniosek nie został rozpatrzony, żaden wniosek nie wpłynął – poinformowała Kęcka.
Wyjaśniła także, że o uruchomieniu izby porodowej zawsze decyduje kierujący szpitalem, a nie Ministerstwo Zdrowia czy NFZ, które nie mogą nałożyć obowiązku uruchamiania takich usług.
Dlaczego izby porodowe w ogóle powstały?
Zgodnie z rozporządzeniem z 31 stycznia, nowe świadczenie ma zapewnić całodobowy dostęp do położnej kobietom mieszkającym w powiatach, gdzie nie funkcjonują oddziały położniczo-ginekologiczne. Kęcka tłumaczyła, że zmiany organizacyjne w opiece okołoporodowej wymagały nowego modelu świadczeń, a bezpieczeństwo porodu nie może być oceniane wyłącznie przez pryzmat dystansu do oddziału.
Wiceministra wskazywała, że w 2025 r. odnotowano dziewięć tzw. porodów ulicznych (incydentalnych), przyjętych przez ratowników medycznych w karetkach lub na SOR-ach.
Malejąca liczba porodówek – dane MZ
Kęcka przedstawiła również szczegółowe statystyki dotyczące funkcjonowania oddziałów położniczo-ginekologicznych:
- w 2020 r. działało 370 oddziałów,
- w latach 2021–2022 – 348,
- od stycznia do listopada 2025 r. – 305.
Od 2020 r. do 12 stycznia 2026 r. zamknięto łącznie 81 oddziałów.
Dynamika zamknięć i zawieszeń
- 2020 r.: 12 zamkniętych, 18 zawieszonych
- 2021 r.: 10 zamkniętych, 26 zawieszonych
- 2022 r.: 11 zamkniętych, 38 zawieszonych
- 2025 r.: 27 zamkniętych, 27 zawieszonych
- styczeń 2026 r.: 3 zamknięte, 12 zawieszonych
Kęcka podkreśliła, że proces ten trwa od lat i dodała, że:
– Brak takiego oddziału w powiecie nie jest zjawiskiem nowym.
Jednocześnie wskazała, że w styczniu w 2013 gminach czas dojazdu do najbliższego oddziału położniczo-ginekologicznego był krótszy niż 30 minut, co dotyczy ponad 92% kobiet w wieku rozrodczym.
Hipotetyczny przypadek z Bieszczad – głos posła Romowicza
Po Kęckiej, ponownie głos zabrał poseł Romowicz. Przedstawił on przykład pacjentki z gminy Lutowiska, która o godzinie 22 rozpoczyna akcję porodową i kieruje się do szpitala w Ustrzykach Dolnych. Na miejscu nie zastaje położnej w izbie przyjęć ani chirurgii ostrej. Dyżur pełni internista, który – ze względu na brak możliwości odebrania porodu – podejmuje decyzję o koniecznym transporcie do Brzozowa lub Przemyśla. Każda z placówek znajduje się ok. 80 km dalej, a przejazd zajmuje ponad godzinę.
Poseł pytał, czy państwo powinno ograniczać się do prezentowania statystyk i tworzenia narzędzi, które nie znajdują zastosowania, czy też zapewnić realną poprawę dostępności dla mieszkanek powiatów takich jak bieszczadzki.
Trendy w wyborze miejsca porodu i rola położnych
Kęcka w odpowiedzi podkreśliła, że polskie położne dysponują wysokimi kwalifikacjami, a szkoły rodzenia przygotowują kobiety do różnych scenariuszy okołoporodowych. Zwróciła uwagę na rosnący trend decydowania się na poród w placówkach oddalonych nawet o 100 km od miejsca zamieszkania.
Wiceministra wskazała, że kobiety coraz częściej decydują się rodzić w placówkach, które w ich ocenie oferują najlepsze warunki i poczucie komfortu, nawet jeśli oznacza to konieczność dojazdu na znacznie większą odległość.
Główne wnioski
- Żaden szpital nie złożył wniosku o utworzenie izby porodowej mimo obowiązujących przepisów.
- Od 2020 r. do 12 stycznia 2026 r. zamknięto 81 oddziałów położniczo-ginekologicznych, a kolejne są zawieszane.
- 92% kobiet w wieku rozrodczym mieszka w gminach z dojazdem do porodówki krótszym niż 30 minut, jednak w regionach takich jak Bieszczady dostępność nadal bywa ograniczona.
- Rośnie trend wybierania przez pacjentki placówek oddalonych nawet o 100 km, co wiceministra wiąże z poszukiwaniem komfortu i jakości opieki.
Źródło:
- Sejm



