Wprowadzenie limitów wynagrodzeń lekarzy finansowanych ze środków publicznych może ograniczyć presję kosztową w szpitalach, ale nie rozwiązuje głównego problemu – niedoboru kadr i konkurencji placówek o tych samych specjalistów. Tak projektowane zmiany ocenia Piotr Magdziarz, Partner Zarządzający Formedis i ekspert ds. restrukturyzacji szpitali. Jego zdaniem regulacja może dać placówkom czas na uporządkowanie finansów, jednak musi jej towarzyszyć przebudowa struktury świadczeń, koncentracja leczenia szpitalnego oraz działania zwiększające dostępność personelu medycznego.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Dlaczego limity wynagrodzeń lekarzy mogą ograniczyć presję kosztową, ale nie usuną niedoboru kadr.
- Jakie możliwości obchodzenia limitów wskazuje Piotr Magdziarz.
- Dlaczego jeden limit wynagrodzenia dla wszystkich specjalizacji może być zbyt uproszczonym rozwiązaniem.
- Jakie zmiany w organizacji świadczeń powinny towarzyszyć regulacji wynagrodzeń.
Magdziarz: limity wynagrodzeń są potrzebne, ale nie rozwiążą problemu
Zdaniem Piotra Magdziarza ograniczenie wynagrodzeń finansowanych ze środków publicznych jest uzasadnioną reakcją na sytuację, w której niedobór personelu wzmacnia pozycję negocjacyjną części specjalistów, a szpitale konkurują między sobą wysokością stawek.
– Planowane ograniczenie wynagrodzeń lekarzy finansowanych ze środków publicznych jest reakcją potrzebną, a w części rynku wręcz konieczną. Nie można akceptować sytuacji, w której deficyt kadry pozwala pojedynczym osobom narzucać stawki oderwane od ekonomiki świadczeń, a konkurujące ze sobą szpitale podbijają ceny pracy bez wzrostu dostępności leczenia. Administracyjny limit może jednak jedynie czasowo osłabić presję kosztową – ocenia Piotr Magdziarz, Partner Zarządzający Formedis oraz ekspert ds. restrukturyzacji szpitali.
Ekspert zwraca uwagę na pogarszającą się kondycję finansową publicznych podmiotów leczniczych. Przywołuje dane Ministerstwa Zdrowia, według których zobowiązania ogółem samodzielnych publicznych zakładów opieki zdrowotnej wzrosły z 28,47 mld zł na koniec 2025 r. do 30,20 mld zł po pierwszym kwartale 2026 r. Zobowiązania wymagalne zwiększyły się w tym czasie z 4,24 mld zł do 5,07 mld zł.
– Oznacza to kwartalny wzrost odpowiednio o 6,1 proc. i 19,6 proc. Same dane o zadłużeniu nie przesądzają o przyczynach problemu, ale pokazują, że system nie ma przestrzeni na dalszy automatyczny wzrost kosztów bez równoległej poprawy produktywności, wyceny i struktury świadczeń. Rosnące nakłady nie przełożyły się przy tym na proporcjonalną poprawę dostępności świadczeń – wskazuje ekspert.
Szpitale konkurują o tych samych lekarzy
Koszty osobowe stanowią znaczącą część wydatków szpitali, m.in. ze względu na konieczność utrzymywania całodobowej gotowości wielu grup zawodowych. Według eksperta problemem nie są jednak wysokie zarobki specjalistów wynikające z kwalifikacji, odpowiedzialności czy unikatowych kompetencji.
– Problem powstaje, gdy wynagrodzenie wynika z nierównej pozycji negocjacyjnej, a nie z kompetencji, czasu pracy, odpowiedzialności, liczby świadczeń i wyników leczenia. Mały szpital, aby utrzymać oddział, konkuruje o tego samego anestezjologa, internistę, chirurga czy pediatrę z kilkoma placówkami w regionie i podnosi oferowane stawki. Ten sam lekarz dzieli czas między kolejne miejsca pracy, a system płaci więcej za rozproszoną gotowość – tłumaczy ekspert.
To właśnie ten mechanizm sprawia, że administracyjne ograniczenie ceny pracy nie usuwa przyczyny wysokich stawek. Jeśli kilka sąsiednich szpitali nadal będzie utrzymywało podobne oddziały wymagające całodobowej obsady, każda placówka będzie potrzebowała własnego zespołu dyżurowego niezależnie od liczby leczonych pacjentów.
Limity także na kontraktach. Ekspert wskazuje możliwe luki
Piotr Magdziarz pozytywnie ocenia objęcie regulacją zarówno stosunku pracy, jak i umów cywilnoprawnych. Rząd potwierdził, że limit ma dotyczyć umów o pracę oraz kontraktów B2B. Projekt przewiduje również raportowanie rzeczywistych grafików i ograniczenia dotyczące czasu pracy.
Według eksperta ograniczenie wyłącznie wynagrodzeń etatowych byłoby nieskuteczne, gdyby pozostała możliwość przeniesienia części zapłaty na praktykę zawodową lub inny podmiot.
Regulacja może jednak pozostawić pole do obchodzenia ograniczeń. Magdziarz wskazuje m.in. na możliwość przenoszenia części wynagrodzenia na funkcje kierownicze, szkolenia, gotowość, zadania organizacyjne czy świadczenia komercyjne.
– Trzeba też jednoznacznie rozstrzygnąć, jakie składniki tworzą stawkę i limit: wynagrodzenie zasadnicze, dodatki, dyżury, premie, ryczałty, wynagrodzenie urlopowe i inne świadczenia. „Brutto” na fakturze i wynagrodzenie brutto pracownika zatrudnionego na podstawie umowy o pracę nie są ekonomicznie tożsame. Bez wspólnej definicji kosztu, centralnej agregacji i kontroli powiązań między umowami regulacja będzie zachęcała do zmiany nazw składników zamiast rzeczywistego ograniczenia kosztów – ocenia ekspert.
Czy jeden limit powinien obowiązywać wszystkie specjalizacje?
Kolejnym problemem jest zróżnicowanie rynku pracy lekarzy. Zdaniem Magdziarza jeden maksymalny poziom wynagrodzenia, nieuwzględniający specjalizacji, kwalifikacji oraz odpowiedzialności, byłby zbyt prostym rozwiązaniem.
Ekspert wskazuje na różnice między pracą np. chirurga ogólnego w szpitalu I poziomu zabezpieczenia PSZ a pracą kardiochirurga, neurochirurga czy onkologa realizującego wysokospecjalistyczne procedury w szpitalu klinicznym.
Na poziom limitów mogłyby wpływać m.in. specjalizacja, certyfikowane kwalifikacje, rodzaj wykonywanych procedur, poziom referencyjności placówki i zakres odpowiedzialności. Kryteria powinny być jednak ustalone centralnie i mieć mierzalny charakter, a nie zależeć od indywidualnej decyzji dyrektora.
– Zróżnicowanie powinno odnosić się do kategorii świadczeń i wymaganych kompetencji, nie zaś do uznaniowej oceny konkretnego lekarza. Metodykę limitów należy opracować centralnie, wykorzystując dane NFZ i AOTMiT oraz wiedzę konsultantów krajowych i przedstawicieli świadczeniodawców – wskazuje Magdziarz.
Odstępstwa od limitów powinny być wyjątkowe i czasowe
Ekspert zwraca również uwagę na potrzebę stworzenia mechanizmu odstępstw. Jego zdaniem powinien być stosowany przede wszystkim wtedy, gdy brak personelu może doprowadzić do przerwania udzielania świadczeń.
Zgody NFZ na odstępstwa powinny opierać się na określonych w przepisach przesłankach, być ograniczone czasowo i powiązane z planem trwałego zabezpieczenia świadczeń. Jednocześnie procedura musi pozwalać na szybkie działanie w sytuacji problemów z obsadą dyżurów czy zabezpieczeniem stanów nagłych.
Sam limit nie zwiększy liczby lekarzy
Jednym z głównych zastrzeżeń eksperta jest to, że ograniczenie stawek nie zmienia podstawowej relacji popytu i podaży na rynku pracy.
– Po wprowadzeniu limitu niedobór nie znika. Może ujawnić się w postaci wakatów, zamykania grafików, przepływu do sektora prywatnego albo żądań wynagrodzenia za zadania formalnie nieobjęte limitem – zauważa Magdziarz.
Dlatego równolegle należy zmniejszać zapotrzebowanie na deficytową kadrę i zwiększać jej podaż. Ekspert przypomina, że od 2005 do 2023 r. limity przyjęć na studia lekarskie zwiększyły się o 239%, a obecnie studia lekarskie w języku polskim rozpoczyna około 9 tys. osób rocznie, podczas gdy kilkanaście lat temu było to 3-4 tys.
Zdaniem Magdziarza taka skala kształcenia powinna zostać utrzymana, ale nie może odbywać się kosztem jakości przygotowania zawodowego, dostępności kadry dydaktycznej, bazy klinicznej oraz kontaktu studentów z pacjentami.
Potrzebne jest także odpowiednie rozmieszczenie miejsc specjalizacyjnych, sprawne i bezpieczne uznawanie kwalifikacji lekarzy wykształconych za granicą oraz przekazywanie części kompetencji pielęgniarkom, farmaceutom, fizjoterapeutom i przedstawicielom innych zawodów medycznych.
Część zmian można przeprowadzić szybciej niż zwiększyć liczbę lekarzy
Na efekty zwiększonego kształcenia nowych lekarzy trzeba czekać latami. Zdaniem eksperta znacznie szybciej można zmniejszyć zapotrzebowanie szpitali na deficytową kadrę poprzez zmianę organizacji leczenia.
– Szybciej można zmienić strukturę świadczeń: przesuwać diagnostykę i leczenie do POZ, AOS, opieki jednodniowej, domowej i rehabilitacyjnej oraz koncentrować hospitalizacje tam, gdzie skala działalności pozwala utrzymać zespół i jakość – zauważa ekspert.
Tym samym limity wynagrodzeń powinny być powiązane z szerszym procesem zmian w sieci szpitali. Bez ograniczenia liczby miejsc, które równocześnie potrzebują tych samych specjalistów, presja wynikająca z niedoboru personelu pozostanie.
Limity jako rozwiązanie czasowe. Kontrola po 6 i 12 miesiącach
Piotr Magdziarz rekomenduje, aby w przypadku uchwalenia nowych przepisów potraktować limity jako czasowy instrument stabilizacyjny i ocenić ich skutki po 6 oraz 12 miesiącach.
Przed wejściem regulacji w życie powinny zostać jasno określone zasady wliczania poszczególnych składników do wynagrodzenia, agregowania umów i pracy w wielu placówkach, a także procedura przyznawania odstępstw.
NFZ – zdaniem eksperta – powinien analizować nie tylko wysokość stawek, ale również ewentualne skutki regulacji: liczbę nieobsadzonych dyżurów, zawieszenia działalności oddziałów, przepływ personelu do sektora prywatnego, czas oczekiwania na leczenie oraz zdarzenia związane z bezpieczeństwem pacjentów.
– Ograniczenie niekontrolowanego wzrostu wynagrodzeń finansowanych publicznie może dać szpitalom czas i częściowo przywrócić równowagę negocjacyjną. Jeśli jednak państwo wykorzysta ten czas wyłącznie do zamrożenia stawek, a nie do zmniejszenia rozproszonego popytu na kadrę, utrzymania odpowiedniej podaży lekarzy, rozwoju opieki pozaszpitalnej i uporządkowania sieci, presja wróci w innej formie. Limit może stworzyć warunki do przeprowadzenia reformy, lecz sam nią nie jest – podsumowuje Piotr Magdziarz.
Główne wnioski
- Limity wynagrodzeń lekarzy mogą czasowo ograniczyć presję kosztową, ale według Piotra Magdziarza nie rozwiążą problemu niedoboru personelu i konkurencji szpitali o tych samych specjalistów.
- Zobowiązania ogółem SPZOZ wzrosły z 28,47 mld zł na koniec 2025 r. do 30,20 mld zł po I kwartale 2026 r., a zobowiązania wymagalne zwiększyły się z 4,24 mld zł do 5,07 mld zł.
- Po wprowadzeniu limitów niedobór lekarzy może ujawnić się poprzez wakaty, problemy z obsadą grafików lub przepływ kadr do sektora prywatnego.
- Piotr Magdziarz rekomenduje traktowanie limitów jako czasowego instrumentu stabilizacyjnego oraz ocenę ich skutków po 6 i 12 miesiącach.
Źródło:
- Formedis / Oprac. TK

