Sprawa operacji przeprowadzonej w kwietniu 2024 r. w poznańskim szpitalu im. Franciszka Raszei stała się jednym z najgłośniejszych postępowań dotyczących bezpieczeństwa pacjentów w ginekologii w ostatnich latach. Prokuratura zarzuca ginekologowi z Poznania usunięcie narządów rozrodczych bez świadomej zgody pacjentki oraz poświadczenie nieprawdy w dokumentacji medycznej. Lekarz nie przyznaje się do winy, a śledztwo – według rzecznika Prokuratury Okręgowej w Poznaniu – jest na końcowym etapie.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Jakie zarzuty postawiła prokuratura ginekologowi z Poznania oraz jaka kara (do 20 lat więzienia) może mu grozić.
- Na czym polegał spór dotyczący zakresu operacji i braku świadomej zgody pacjentki na usunięcie macicy i obu jajników.
- Dlaczego niepoczekanie na wynik badania histopatologicznego śródoperacyjnego stało się kluczowym elementem postępowania.
- Jakie znaczenie mają dokumentacja medyczna i standardy informowania pacjentów w kontekście odpowiedzialności karnej i zawodowej lekarza.
Co wiadomo o zdarzeniu z kwietnia 2024 r.
Z przekazanych informacji wynika, że 24-letnia pacjentka (Wiktoria, pochodząca z Białorusi, mieszkająca w Polsce) zgłosiła się do szpitala w kwietniu 2024 r. z silnymi bólami brzucha. Badania obrazowe wykazały podejrzaną zmianę na prawym jajniku oraz towarzyszący ostry stan zapalny. Podjęto decyzję o pilnej operacji. Według relacji medialnych pacjentka miała rozumieć, że planowany zabieg – nawet jeśli obejmie usunięcie jednego jajnika – nie przekreśli możliwości zajścia w ciążę. Tymczasem po operacji okazało się, że zakres procedury był znacznie szerszy.
Wyciął prawy jajnik z guzem i ciął dalej, nie czekając na wynik badania histopatologicznego: śródoperacyjnego i końcowego. Potem podyktował do protokołu operacji nieprawdziwe informacje – napisała „Gazeta Wyborcza”.
Zakres operacji i kluczowy spór: wynik badania śródoperacyjnego
Z opisu sprawy wynika, że podczas zabiegu usunięto prawy jajnik z guzem i przekazano materiał do badania śródoperacyjnego (tzw. badania doraźnego). Ponieważ w szpitalu im. Raszei badania śródoperacyjnego nie wykonuje się na miejscu, próbka miała zostać przewieziona do Wielkopolskiego Centrum Onkologii. W tle pojawia się istotny szczegół organizacyjny: wynik takiego badania jest zwykle dostępny szybko (w relacjach – około 20 minut).
Sedno zarzutów dotyczy tego, że operator – mimo zlecenia badania – nie poczekał na wynik i przed jego uzyskaniem rozszerzył zakres zabiegu do radykalnego usunięcia narządów rozrodczych. Z przekazywanych informacji wynika również, że asysta miała sygnalizować standard postępowania polegający na oczekiwaniu na rezultat badania doraźnego.
Krótko po zakończeniu operacji przekazano wynik sugerujący, że guz był niezłośliwy. W dalszej części opisu sprawy wskazano jednak, że ostateczne badanie histopatologiczne mogło przynieść rozpoznanie bardziej złożone (potworniak niedojrzały – zmiana złośliwa, ale o niskim stopniu złośliwości).
Zarzuty prokuratury: zgoda, dokumentacja i ciężki uszczerbek na zdrowiu
Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Poznaniu prok. Łukasz Wawrzyniak potwierdził PAP, że biegli stwierdzili nieprawidłowości związane z przeprowadzeniem operacji. Wątek zgody pacjentki ma w tej sprawie znaczenie fundamentalne: według prokuratury lekarz miał wyciąć narządy rozrodcze bez posiadania świadomej zgody na zakres operacji i konsekwencje.
Drugim, równoległym elementem zarzutów jest dokumentacja medyczna – prokuratura wskazuje na poświadczenie nieprawdy w dokumentacji operacyjnej. Z opisu sprawy wynika, że protokół operacyjny sporządzono na polecenie operatora, a część zapisów miała opierać się na przypuszczeniach, a nie na potwierdzonych wynikach badań.
Najpoważniejszy skutek zdrowotny jest opisywany jako trwała utrata zdolności do posiadania dzieci, co w kwalifikacji karnej wiąże się z ciężkim uszczerbkiem na zdrowiu. Za taki czyn grozi kara do 20 lat pozbawienia wolności.
Status podejrzanego i etap postępowania
Podejrzany został przesłuchany i usłyszał zarzuty, jednak nie przyznaje się do winy. Prokurator nie zastosował środków zapobiegawczych, uznając, że nie ma takiej konieczności – podejrzany ma stawiać się na wezwania, a tok postępowania nie jest zakłócony.
Przywoływany przez „Gazetę Wyborczą” krajowy konsultant w dziedzinie ginekologii onkologicznej, prof. Mariusz Bidziński, odniósł się do decyzji podjętych przez operatora w sposób jednoznaczny, stwierdzając, że „były nie tylko nieprawidłowe, ale też nieprofesjonalne”.
Główne wnioski
- W kwietniu 2024 r. podczas operacji 24-letniej pacjentki w Poznaniu usunięto macicę, oba jajniki i jajowody, co doprowadziło do trwałej utraty zdolności do posiadania dzieci.
- Prokuratura zarzuca lekarzowi brak świadomej zgody pacjentki na zakres zabiegu oraz poświadczenie nieprawdy w dokumentacji medycznej.
- Kluczowym elementem sprawy jest fakt, że operator nie poczekał na wynik badania histopatologicznego śródoperacyjnego, mimo że materiał został do niego przekazany.
- Lekarz nie przyznaje się do winy; za spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu grozi mu do 20 lat pozbawienia wolności, a śledztwo znajduje się na końcowym etapie.
Źródło:
- opracowanie własne, Gazeta Wyborcza, PAP, RMF FM, Onet


