Zadłużenie leskiego szpitala przekroczyło 110 mln zł, a widmo likwidacji kluczowych oddziałów, w tym porodówki, staje się coraz bardziej realne. Sytuacja jest dramatyczna – nie tylko z punktu widzenia finansowego, ale przede wszystkim społecznego i zdrowotnego. Już niebawem Rada Powiatu Leskiego podejmie decyzję, która może na trwałe zmienić krajobraz opieki medycznej w Bieszczadach.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Jakie są przyczyny dramatycznego zadłużenia Szpitala Powiatowego w Lesku i jak wzrosło ono w ciągu dekady.
- Dlaczego likwidacja oddziału ginekologiczno-położniczego może oznaczać poważne konsekwencje dla mieszkańców Bieszczad.
- Jakie decyzje musi wkrótce podjąć Rada Powiatu Leskiego i jakie scenariusze są rozważane.
- Dlaczego sytuacja w leskim szpitalu to symbol szerszych problemów systemowych w ochronie zdrowia w Polsce.
Wieloletnie problemy, które doprowadziły do zapaści
Zapaść finansowa Szpitala Powiatowego w Lesku nie pojawiła się z dnia na dzień. Zadłużenie narastało latami – w 2014 roku wynosiło zaledwie 5 mln zł, w 2022 roku gwałtownie przekroczyło 70 mln zł, a obecnie osiągnęło już ponad 110 mln zł. Jak pokazują dane „Rzeczpospolitej”, niemal jedna trzecia zadłużenia szpitali publicznych przypada na placówki powiatowe. Lesko jest jednym z najjaskrawszych przykładów tej ogólnokrajowej tendencji.
Jesienią 2024 roku dyrekcja placówki musiała wystąpić o prolongatę spłaty zobowiązań w parabanku – żaden bank nie chciał udzielić nowego kredytu. Sytuacja była na tyle poważna, że ostatecznie starostwo powołało specjalny zespół roboczy, który miał opracować plan ratunkowy. Dziś jednak wiadomo, że program naprawczy formalnie nie został uchwalony ani wdrożony.
Co grozi mieszkańcom Bieszczad?
Największe zagrożenie dotyczy oddziału ginekologiczno-położniczego, który – mimo iż przynosi największe straty – jest jedyną tego typu jednostką w promieniu kilkudziesięciu kilometrów. W 2023 roku w leskim szpitalu urodziło się 258 dzieci, a do września 2024 – zaledwie 141. Najprawdopodobniej w całym roku liczba porodów nie przekroczy 200.
Zgodnie z zapowiedziami Ministerstwa Zdrowia, oddziały z liczbą poniżej 400 porodów rocznie są wskazywane jako nierentowne i zagrożone wygaszeniem. Jednak minister zdrowia Izabela Leszczyna w rozmowach z mediami deklarowała, że oddziały oddalone o ponad 40 km od najbliższej porodówki będą utrzymywane i dofinansowywane. Lesko zdecydowanie spełnia ten warunek – do Brzozowa jest ponad 60 km, a do Rzeszowa blisko 120 km.
Stracona nadzieja, zawiedzione obietnice
Po przedwyborczych deklaracjach zmian systemowych środowisko medyczne i mieszkańcy czuli nadzieję. Komitet protestacyjny organizował pikiety, demonstracje i spotkania z politykami. Po wyborach – zarówno parlamentarnych, jak i samorządowych – oczekiwano konkretnych działań. Tymczasem program pilotażowy, który miał wspomóc placówkę, został wycofany. Rozmowy z resortem zdrowia i NFZ trwają, ale konkretów wciąż brak.
Decyzja, której nie można już odwlekać
Rada Powiatu Leskiego, która od miesięcy analizuje możliwe scenariusze, zapowiada ogłoszenie decyzji po 30 maja. W grę wchodzą trzy warianty:
- utrzymanie wszystkich oddziałów (przy zmianie organizacji i restrukturyzacji),
- likwidacja nierentownych jednostek, w tym porodówki,
- połączenie z innymi szpitalami w regionie (Sanok, Ustrzyki).
Każdy scenariusz niesie ogromne konsekwencje. Likwidacja oddziałów oznacza m.in. zwolnienia personelu – głównie położnych, z których wiele jest w wieku przedemerytalnym i objętych okresem ochronnym.
Społeczne konsekwencje likwidacji porodówki
Po zamknięciu oddziałów w Sanoku i Ustrzykach Dolnych, szpital w Lesku stał się ostatnią placówką zapewniającą porody na obszarze ponad 3 tys. km², zamieszkanym przez 128 tys. osób. Likwidacja porodówki nie tylko odbierze mieszkańcom podstawową usługę medyczną, ale także pogłębi wykluczenie zdrowotne Bieszczad.
Związek Zawodowy Pielęgniarek i Położnych alarmuje, że zwalnianie położnych w wieku 50+ to krótkowzroczna decyzja, która w niedługim czasie odbije się na całym systemie opieki zdrowotnej w regionie. Jeśli teraz stracą pracę, za kilka lat, gdy odejdą na emeryturę, nie będzie kim ich zastąpić.
Brak decyzji to też decyzja – kosztowna
Bez konkretnych działań, zadłużenie szpitala będzie nadal rosnąć. Brak wdrożonego programu naprawczego, przedłużające się negocjacje i wycofanie się rządu z kluczowych projektów wsparcia prowadzą do paraliżu decyzyjnego. W efekcie konieczne cięcia stają się coraz bardziej nieuniknione, a lokalna społeczność może stracić jedyną placówkę oferującą kompleksową opiekę zdrowotną.
Walka o Szpital Powiatowy w Lesku to walka o dostęp do podstawowej opieki zdrowotnej dla tysięcy mieszkańców Bieszczad. Obecna sytuacja finansowa zmusza Radę Powiatu do podjęcia trudnej, ale koniecznej decyzji. Od tego, jakie działania zostaną wdrożone w najbliższych tygodniach, zależy przyszłość nie tylko placówki, ale całego regionu.
Główne wnioski
- Leski szpital zadłużony jest na ponad 110 mln zł, a jego problemy finansowe narastały od 2014 roku, kiedy dług wynosił jeszcze poniżej 5 mln zł.
- Oddział ginekologiczno-położniczy jest zagrożony likwidacją, mimo że to jedyna porodówka w promieniu ponad 60 km, obsługująca region zamieszkany przez 128 tys. osób.
- Nie wdrożono dotąd formalnego programu naprawczego, mimo że sytuacja finansowa zmusiła placówkę do prolongaty spłat w parabanku.
- Rada Powiatu Leskiego musi podjąć decyzję w najbliższych dniach, gdyż dalsze odsuwanie działań pogłębia kryzys – zagrożone są także miejsca pracy i dostępność świadczeń medycznych.
Źródła:
- Podkarpacki Portal Informacyjny
- esanok.pl
- nowiny24.pl
- TVP3 Rzeszów



