Strona głównaLeczenieKryzys w położnictwie - porodówki znikają z mapy Polski

Kryzys w położnictwie – porodówki znikają z mapy Polski

Aktualizacja 12-02-2025 10:51

W 2024 roku w Polsce na stałe zamknięto sześć oddziałów porodowych w województwach: mazowieckim, warmińsko-mazurskim, śląskim i podkarpackim. W skali kraju problem narasta – od 2017 roku zlikwidowano już 22 porodówki, a kolejne placówki czasowo zawieszają działalność. Sytuacja nie wynika z oficjalnych decyzji ministerialnych, lecz z braku personelu medycznego i trudności finansowych szpitali powiatowych.

Porodówki zamykają się same – brak lekarzy główną przyczyną

Chociaż wcześniejsze propozycje rządowe zakładały likwidację oddziałów odbierających mniej niż 400 porodów rocznie, w rzeczywistości to nie liczba porodów, ale brak personelu medycznego jest głównym czynnikiem prowadzącym do zamknięć.

Oddziały położnicze znikają same – podkreśla Marek Wójcik, ekspert Związku Miast Polskich.

Jak wyjaśnia, oddziały w małych miastach często funkcjonują dzięki zaledwie kilku lekarzom, a każda nieobecność personelu powoduje konieczność zawieszenia działalności.

Jeżeli zatrudniamy trzech położników i jeden zachoruje, a drugi pójdzie na urlop, oddział przestaje działać – mówi Wójcik.

Sytuację pogarsza brak specjalistów chętnych do pracy w szpitalach powiatowych, gdzie warunki zatrudnienia są znacznie trudniejsze niż w prywatnych placówkach.

Zbyt wysokie koszty dyżurów – szpitale nie mogą konkurować z prywatnymi placówkami

Niektórzy sugerują, że problem mógłby zostać rozwiązany poprzez podniesienie wynagrodzeń lekarzy. Jednak szpitale powiatowe nie są w stanie konkurować finansowo z ofertami prywatnych placówek.

Ktoś powie, że wszystko jest kwestią ceny, ale szpitali powiatowych nie stać na stawki dyktowane przez gotowych do nas dojeżdżać. Kilkuset złotych za godzinę dyżuru nie udźwignie żaden szpital – tłumaczy Marek Wójcik.

To powoduje, że wielu ginekologów-położników wybiera pracę w prywatnych klinikach lub poradniach, gdzie ryzyko powikłań i odpowiedzialności prawnej jest znacznie niższe.

Przyszłość porodówek w Polsce: nie będzie przymusowych zamknięć?
ZOBACZ KONIECZNIE Przyszłość porodówek w Polsce: nie będzie przymusowych zamknięć?

Strach przed odpowiedzialnością cywilno-karną – lekarze unikają pracy w szpitalach powiatowych

Dr Michał Bulsa, ginekolog-położnik i prezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Szczecinie, zwraca uwagę, że wielu lekarzy unika pracy na porodówkach nie tylko ze względu na finanse, ale także obawy przed odpowiedzialnością prawną.

Strach przed odpowiedzialnością cywilno-karną jest tym większy, że w szpitalu powiatowym zabezpieczenie jest dużo gorsze niż w specjalistycznym. A wymaga się, by lekarz w powiecie zrobił tyle i na takim poziomie, co w placówce wysokospecjalistycznej – wyjaśnia dr Bulsa.

Z danych Centralnego Rejestru Lekarzy Naczelnej Izby Lekarskiej wynika, że w Polsce jest 8689 ginekologów-położników, z czego 8080 aktywnie wykonuje zawód. Jednak wielu z nich unika pracy w szpitalach powiatowych, obawiając się konsekwencji związanych z powikłaniami okołoporodowymi.

Niepełne dane o zamknięciach – brak oficjalnej ewidencji NFZ

Skala problemu może być większa, niż wskazują dostępne informacje. Dziennik Gazeta Prawna podkreśla, że NFZ ani Ministerstwo Zdrowia nie prowadzą oficjalnego rejestru zamykanych porodówek.

Zamknięte porodówki liczyliśmy na piechotę, ponieważ ani NFZ, ani resort zdrowia nie prowadzą listy zamykanych oddziałów – czytamy w „DGP”.

Dodatkowo, oprócz sześciu porodówek zamkniętych na stałe w 2024 roku, kilka innych placówek czasowo wstrzymało działalność, tłumacząc to remontami lub reorganizacją.

Co dalej z polskim położnictwem?

Narastający problem likwidacji porodówek wymaga pilnych działań systemowych. Kluczowe kwestie do rozwiązania to:

  • Zwiększenie liczby lekarzy specjalistów i zachęcenie ich do pracy w szpitalach powiatowych,
  • Podniesienie wynagrodzeń w publicznych placówkach,
  • Zmniejszenie ryzyka odpowiedzialności prawnej lekarzy,
  • Lepsza organizacja dyżurów i wsparcie dla mniejszych oddziałów,
  • Monitorowanie skali zamykania porodówek przez NFZ i Ministerstwo Zdrowia.

Jeśli problem nie zostanie rozwiązany, kolejne szpitale mogą stracić oddziały położnicze, a pacjentki będą zmuszone dojeżdżać do odległych placówek, co może negatywnie wpłynąć na bezpieczeństwo porodów.

Źródło:

  • PAP

Trzymaj rękę na pulsie.
Zaobserwuj nas na Google News!

ikona Google News
Katarzyna Fodrowska
Katarzyna Fodrowska
Redaktorka i Content Manager z 10-letnim doświadczeniem w marketingu internetowym, specjalizująca się w tworzeniu treści dla sektora medycznego, farmaceutycznego i biotech. Od lat śledzi najnowsze badania, przełomowe terapie, rozwiązania AI w diagnostyce oraz cyfryzację opieki zdrowotnej. Prywatnie pasjonatka nauk przyrodniczych, literatury, podróży i długich spacerów.

Ważne tematy

Trzymaj rękę na pulsie. Zapisz się na newsletter.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Więcej aktualności